piątek, 06 listopada 2009
niestety
Rak trzustki jest straszliwą chorobą. Pamiętam jak cierpiała moja mama. To było straszne i myślałam, że gorzej być nie może. Ale dziś wiem, że rak trzustki u taty był o wiele gorszy. Był, bo tata nie żyje od lipca.
Ale to co się działo z nim w ciągu ostatnich tygodni życia nie da się opisać. Był dzielny i starał się jak najmniej okazywać swoje cierpienie, ale ciągły straszliwy ból, niemożność przyjmowania jakichkolwiek pokarmów, a nawet płynów, żółtaczka i ciągłe wymioty to coś, czego nie da się opisać nawet w najmniejszym stopniu. Nieustające cierpienie bliskiej osoby, na które nie mamy wpływu...
A ja ciągle nie do końca potrafię uwierzyć, że go nie ma.
czwartek, 14 maja 2009
Rak rakiem pogania
Tydzień temu okazało się, że nasza kochana sunia ma raka nerki. Jutro operacja. Trochę się boję, bo ona ma 12 lat i nie wiem jak przetrwa narkozę. Ale liczę, że będzie dobrze.

Aż trudno uwierzyć, że ta nowotworowa ruletka zatacza takie małe koła...
piątek, 27 lutego 2009
Nie jest lekko
Tatę boli. Siostra z jednej strony mówi, że się martwi, a potem się złości, że on wydziwia z jedzeniem. Nie wiem jak jej tłumaczyć, żeby choć spróbowała go zrozumieć. Martwię się tym, że on cierpi. Oby ta chemioterapia coś dała...
środa, 04 lutego 2009
niestety
Nie przyszło mi nawet do głowy, że życie może napisać taki scenariusz, ale jednak.
Niedawno okazało się, że mój tata ma raka trzustki...
sobota, 02 sierpnia 2008
tym razem życie
Zdecydowałam się pod nowym adresem napisać o tym, co mnie cieszy i sprawia, że czuję, że warto żyć. Tym razem nie tylko ja...

nasz blog o Bieszczadach

piątek, 04 lipca 2008
kolejny rok
Dziś są urodziny Mamy. Skończyłaby 59 lat. Tak dobrze pamiętam dzień, kiedy po raz ostatni świętowała z nami swoje urodziny. Była już wtedy bardzo chora, ale miała dobry nastrój. Przyjemnie spędziłyśmy razem popołudnie. Dostała wtedy ode mnie kapelusz i dużą różową apaszkę, żeby mogła okryć swoją bezwłosą głowę. Pamiętam tę chustkę z dnia, kiedy przeglądałyśmy jej rzeczy, już po jej śmierci. Siostra mi ją wtedy dała. Ta chusta bardzo długo jeszcze pachniała tak, jak Mama...
piątek, 25 stycznia 2008
przeżyłyśmy

Zgodnie z obietnicą stawiłam się dziś w umówionym miejscu. Dostałam kilka niezbędnych instrukcji i pozostałam na placu boju. Po jakimś czasie dołączyła do mnie sąsiadka, której bardzo dawno nie widziałam, a którą znam od dziecka i miło sobie pogadałyśmy. Mała grzecznie leżała w łóżeczku, a moim jedynym zadaniem było właściwie podawanie jej smoka, którego dość często wypluwała. Bez niego robiła się nieco nerwowa, ale jak udało jej się zassać, pięknie się uspokajała. W sumie dyżur trwał jakieś dwie godziny i nic wielkiego się nie działo. Każdemu życzę takiego spokojnego dziecka.

środa, 23 stycznia 2008
ciocine obowiązki
No i stało się. Siostra poprosiła mnie żebym została w piątek z Małą, bo oni muszą oboje pojechać po akt urodzenia. Nie ma wyjścia. Mus to mus. Ale przyznam się, że się boję. Z takimi małymi dziećmi nie miałam właściwie do czynienia. Najwyżej przez moment miałam na ręku w obecności matki, a teraz będę musiała sama zostać na posterunku. Mam niby sąsiadkę w odwodzie, ale to jednak jest odpowiedzialność. No nic, jakoś dam radę.
wtorek, 08 stycznia 2008
no i jest
Oliwia urodziła się wczoraj o 18.15. Jest zdrową dziewczynką. Ma 56 cm i waży prawie 4 kg. Moja siostra oczywiście jest obolała, ale wyraźnie szczęśliwa. Tatuś też jest stanowczo zadowolony, więc wygląda na to, że wszystko jest w porządku.
sobota, 29 grudnia 2007
czekamy
Moja siostra miała urodzić w pierwszy dzień świąt, ale jakoś do tej pory nie urodziła. Czekamy trochę w napięciu, a Mała się leni. Dobrze jej widocznie tam, gdzie jest. Mojej siostrze za to mniej. Czuje się kiepsko i zwyczajnie jest jej ciężko. Była wczoraj na KTG i dowiedziała się, że jeśli nie urodzi do końca roku, ma się w Nowy Rok zgłosić do szpitala na patologię. No, ale to jeszcze parę dni. Może się obejdzie...
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28